Strona 2 z 3

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 13 maja 2007, 01:18
autor: exa
lucypah pisze:lecz ja mu udzielilem innej odpowiedzi niz by sie spodziewal, powiedzialem mu ze je przeklinam, ze kontrast jaki mam przez chorobe nie jest niczym dobrym, ze doluje, przygniata, to go zbilo z tropu........juz nic nie mowil
najlepiej się od razu pochlastac....i za życia położyc sie w trumnie i czekac na śmierc...bo każde działanie jest pozbawione najmniejszego sensu.....gratuluje lucypah...

twój kolega zadał swietne pytanie i jak najbardziej prawidłowe.....a ty robisz z siebie meczennika....
lucypah pisze:mimo wszystko nie analizuje ani nie zastanawiam sie nad tym co robie, co sie wokol mnie dzieje tak doglebnie,
to może czas najwyższy....naprawde nikt nie odbiera wagi twoim problemom, bo każdy niesie swój krzyż wie jak to jest.....ale może warto czasem rozejrzec sie dookoła i trochę zawstydzic swojego narzekania........ja wiem, ze to nie proste, sama przez to przeszłam...ale zaraz obrażac się na wszystko i wszystkich?

od nas samych zalezy jak wykorzystamy to, co niesie nam życie...lucypah....i nikt nie bedzie na nas czekac.....ludzie chcą życ, czuc, pragnąc, doświadczac, kochac, dotykac, smakowac, radowac się, chcą byc............a jak ktos na własna prośbę sie izoluje....no cóż, twój wybor.......mój nieproszony komentarz: szkoda, że kiepski i że sam sie ustawiasz na straconej pozycji, ponieważ chroba z życia cię nie eliminuje....dziwie sie takiemu podejściu bardzo, bo o tym i tutaj rozmawiamy jak wazne jest nastawienie....
Aniijjaa pisze:innym razem"no ale skoro nie jest znana przyczyna tej choroby to może też tak być , że zarazić mozna się tym...."
to już wtedy nie ma z kim rozmawiac..... :wink:

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 13 maja 2007, 12:43
autor: Jolcia
Pomaganiem ludziom zajmowałam sie przed chorobą zawodowo i nadal to robię jednak napewno choroba zmieniła trochę mój punkt widzenia pewnych kwestii. Trochę zmieniła mnie całą i moje patrzenie na świat. W pewnym momencie uświadomiłam sobie że muszę "przepracować swoją chorobę sama ze sobą" bo mogę skrzywdzić moich podopiecznych. Przez pewien czas nawet tych którzy zgłaszali się do mnie o poradę gdyż chorują poważnie odsyłałam do koleżanki. Teraz już stawiam i takim problemom czoło. Obecnie nawet pomagam przy organizacji wolontariuszy dla stowarzyszenia zajmującego się pomaganiem osobom chorym na nowotwory.
Moje patrzenie na świat po diagnozie było pędem do życia. Chciałam wszystko tu i teraz bo bałam się że nie zdążę wszystkiego spróbować, że skończę życie zanim naprawdę go zaczęłam. Po jakimś czasie musiałam zwolnić z dwóch poważnych powodów: pogorszenia zdrowia, które przyszło bo dawałam ciału wycisk i po rozstaniu z facetem z którym mieliśmy się zaręczać. Choroba pokonała jego i jego "uczucie" do mnie. Był czas, że poddałam się. I wtedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę pozwolić by choroba mnie zniszczyła i by mnie pokonała. Przetrwałam i mam się z dnia na dzień coraz lepiej. Poznałam też to czego nie doświadczałam wcześniej - zainteresowania drugiego człowieka bez podtekstów, bez oczekiwania czegoś w zamian. Tu na forum poznałam osobę, dzięki której przetrwałam najtrudniejsze chwile, zwłasza te w szpitalu. Dziękuję!!! Teraz pomagam na ile mogę, zawsze staram sie być gdy ktoś mnie potrzebuje, ale też wiem, że czasem trzeba być trochę egoistą i też zadbać o siebie :razz:

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 13 maja 2007, 12:47
autor: Aniijjaa
Exo w takiej sytuacji nie ma sensu rozmawiac z kimś, komu wyobraźnia tak "figluje". :wink:
Ale to tez jest nauczka, że nie mówi się o swoich problemach zdrowotnych bo w tym wszystkim oczekujemy zrozumienia a często nie wiemy co tak naprawdę ta osoba myśli o nas.Ta akurat wyjechała z obawami swoimi od razu do mnie ale ile jest takich osób, które delikatnie odsuną się albo co najgorsze będą siały ploty o ciężkiej chorobie, która robi pustkę w organiźmie, odbiera rozum, robią się wrzody na twarzy, zaraża kiłą, syfem i rzeżączką, a to że śmierdzi z pełnego kosza to napewno dlatego, że wywaliłam tam papier po swoim śniadaniu :wink:
Sorki za te obrazki ale po tych doświadczeniach jestem bardzo negatywnie nastawiona do informowania kogos o swoich kłopotach.Kiedyś moja bardzo mądra lekarka powiedziała mi, że trzeba dużo zachowac dla siebie bo ludzie w takich sytuacjach potrafią być bezwzględni.

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 13 maja 2007, 13:18
autor: lucypah
no to pora na moja odpowiedz,
nigdy sie nie uzalalem nad soba, nie oczekiwalem litowania sie nade mna
ja na codzien jestem zawsze w dobrym humorze( poza okresami, kiedy mnie bardzo boli, bo wtedy troche trudniej jest mi sie smaic), nie chodze i nie zrzedze caly czas o sobie, nie obarczam swoimi problemami nikogo, nigdy tak nie robie, a kiedy kogos czestuje jak to zeno okreslil kontrastem przygnebiebia to robie to po to aby co poniektorzy zobaczyli co jest tak naprawde wazne, aby nie stresowali sie, nie denerowwali i nie trzesli nad jakimis pierdolami, czasem denerwuje mnie kiedy robia sobie jaja z rzeczy, z ktorych nie powinni( i nie mam tu na mysli siebie czy cos w tym stylu)
mam swoj cel i do niego daze, choroba jest tylko........jedna z przeszkod, ktore sa na drodze i niczym wiecej
nie winie nikogo ani niczego za moja chorobe

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 13 maja 2007, 22:41
autor: Shima
Ja pytam Boga dlaczego ja...bo to że ja oznacza że cała moja rodzina cierpi...moje dziecko cierpi.
Co mu takiego uczyniłam ze postanowił od razu ściąć cała moją rodzinę.
Poza tym to uśmiecham się wszem i wobec...nawet mimo bolu sie uśmiecham...obcy maja mnie za wesołą osóbkę..
Zresztą i swoi...a mam ich może 1 osobe(mowie o tych w moim bezpośrednim otoczeniu-nie forum)..rodzice i teściowie to inna broszka...rzadko kiedy wiedza co sie tak naprawde dzieje.
Na początku był chaos.
Po kilku latach została tylko domowa walka...reszta to ciul.

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 13 maja 2007, 22:59
autor: tequilla
Shima, ja cały czas pytam Boga czemu moje dzieciątko, byłam strasznie obrażona na "Górę", z czego mój bąbel mnie leczy,
nigdy nie przyjmę do siebie i nie pogodze się z tym że chorują dzieci, takie maluszki które nikomu nic złego nie zrobiły, nie zdążyły, zachorowały, czemu? swoim przyjściem na świat tyle radości , szczęścia, uśmiechu i miłosci -przyniosły, nic z
złego nie zrobiły, a są skazane na ból i cierpienie, tego ja nie zamierzam nawet zrozumieć, i myslę że "na Górze" jakaś pomyłka w układaniu tego świata jest,
zresztą nie tylko jeśli chodzi o dzieci, dobrzy ludzie nie powinni chorować,
ale to takie moje złości i wątpiwości

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 14 maja 2007, 07:44
autor: lucypah
tequilla pisze:byłam strasznie obrażona na "Górę"
ja na "Gore" nie bylem nigdy obrazony, ja stawialem pytanie: dlaczego teraz akurat, a nie pozniej lub wczesniej
napisalbym tu cos jeszcze o ludziach wierzacych, ale sobie daruje, bo to moze kogos obrazic albo cos takiego, jak cos to na pw moge rowinac mysl

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 14 maja 2007, 08:58
autor: megi_25
Ja na "Górę" może nie jestem zła,ale ta choroba strasznie mnie przygnębia.Nie wiem czy to dobre słowo.Odkąd stwierdzili CD u męża nie potrafię myśleć o niczym innym.Nie mogę odzyskać równowagi psychicznej.Jestem zła,że nas to dotknęło.Teraz dopiero widzę ile jest osób chorych,cierpiących i zastanawiam się jaki jest cel naszego istnienia na Ziemi.
Pozdrawiam
Megi

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 14 maja 2007, 13:56
autor: ranka
A ja bylam obrazona "Na Gore"..po raz kolejny zreszta,bo to kolejny nieprzyjemny epizod w moim zyciu,chorobowy.

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 14 maja 2007, 21:23
autor: tequilla
nie obrażałabym się , gdyby mnie trafiło, ale bąbelek,
zresztą , nie chcę urazić nikogo z wierzących, swoje zażalenia do Pana Boga juz wywaliłam, miałam okazję podyskutować na ten temat i ze świeckimi i "z tymi w kieckach"( pisze tak, bo to jest tekst naszego bąbla, co roku jak przychodzi ksiądz po kolędzie to bąbel ma pytania dot. kiecki..)
dla mnie jest tak ,jedyną pomyłka Góry w organizacji tego świata są chorujące dzieci, niczym sobie na to nie zasłużyły,
przychodząc na świat przyniosły mnóstwo szczęścia i radości,
nawet jak Góra chciałaby ukarać za coś(?) rodziców, to chyba nie powinna być tak akrutna, aby skazywać na cierpienie maleństwa

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 14 maja 2007, 21:44
autor: jaryszek
tequilla pisze:n
nawet jak Góra chciałaby ukarać za coś(?) rodziców, to chyba nie powinna być tak akrutna, aby skazywać na cierpienie maleństwa
Dokladnie tez tak uwazam , ktos kiedys madry powiedzial ze to ma ns czegos nauczyc, zebysmy doswiadczali w zyciu roznych rzeczy ale ja jakos nie moge sie z tym pogodzic.Mam to po dziadku chyba ktory uwaza takze identycznie, chociaz on to juz w ogole w Boga nie wierzy , zawsze mowi : " gdzie jest Bog jak codziennie na swiecie tyle dzieci gloduje i umiera ? " Hmm Moze osobny watek ? :razz:

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 14 maja 2007, 21:50
autor: chmurka
Wiecie co jak czytam co piszecie to jest mi smutno ,że co poniektórzy nie uważają sie za normalnych ludzi. Przeciez nasze choroby nie przekreślają nas dla nikogo .Jak ktos myśli innaczej o nas to ja mu bardzo współczuje. U mnie w pracy wiedzą na co jestem chora i z tego powodu nie mam żadnych ulg.
Ja zachorowałam w pół roku po ślubie i mój pierwszy mąż stwierdził ,że z "idiotką" nie da się żyć (dla niego moja choroba to choroba głowy).Po rozwodzie myslałam ,że już całe zycie będę sama ,a tu niewiadomo kiedy i znalazł sie ten jeden ,który jest ze mną i nic ale to nic mu nie przeszkadza.Wręcz przeciwnie to on pilnuje kiedy mogę coś zjeść ,czy wypic , a kiedy nie. Jestem za to bardzo wdzięczna całemu Światu.

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 14 maja 2007, 22:17
autor: ranka
Hm.Kiedy ja zachorowalam to jasno nakreslilam mojemu przyszlemu mezowi co go czeka.Przyjal to spokojnie i bardzo sie ciesze z tego powodu.Uwazam ze choroba nie przekresla niczego ani nikogo.Jest to choroba poniekad czesciowo duszy wiec w sparcie i swiadomosc ze ktos przy naszym boku jest naprawde czesciowo byc moze ujarzmilaby chorobe.

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 14 maja 2007, 22:32
autor: Aneta K.
Mogłąbym z tą chorobą żyć w miarę normalnie, gdyby dała mi chociaż trochę spokoju i dała pić moją ulubioną kawkę, a tymczasem nic z tych rzeczy. Każdy dzień przynosi ból, czasami trudno się dopatrzeć normalnych działań z mojej strony. Kiedyś uwielbiałam jeść i przyrządzać różne pyszności. Teraz zdarzają się sporadycznie dzni, gdy mogę zaszaleć z jedzeniem. Ja nie pogodzę się z tą chorobą ciągle ją czując.

Re: Odnośnie tematu "Jak Wy to przyjęliście"

: 14 maja 2007, 23:44
autor: Aniijjaa
Doskonale Cię rozumie Aneto.Ja też nie pogodzę się z utrata zdrowia czując pętle na szyi, pietno na duszy że musze to , musze tamto i nie moge mieć tego czego pragnę.Walka to słowo, które jest wyryte na stałe w moim słowniku(lew :roll: )
Jestem pełna podziwu dla Tych, którzy twierdzą i czują inaczej :roll: