Napady paniki...

czyli smutki i radości posiadaczy CU i CD, wypróbowane sposoby radzenia sobie ze stresem etc.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
Mycha
Początkujący ✽✽
Posty: 84
Rejestracja: 17 lut 2009, 08:43
Choroba: CU
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Gdańsk

Napady paniki...

Post autor: Mycha » 14 mar 2009, 01:04

Odkąd zaczęły się moje problemy z jelitami, zaczęły się również u mnie napady paniki. Parę miesięcy myślałam, że biegunki to sporadyczna sprawa i aż tak się nie przejmowałam. Z czasem jednak - po paru krytycznych sytuacjach związanych z brakiem wc - zaczęłam się bać w ogóle wychodzenia z domu.Czasami nie jestem w stanie wyjść rano do pracy, tak się boję, od razu lecę na kibelek. Oczywiście leci wtedy ze mnie już tak, że nie da się zatrzymać. Tydzień temu zmienilam pracę, pracowałam w Akademii Medycznej, jednak praca ta tak mnie stresowała, że biegunki byly coraz częstrze, a każde wyjście do pracy to była walka z samą sobą. Mimo, że w pracy wychodzenie do wc nie stanowiło problemu, to stres robił swoje i widocznie wzmagał objawy. Obecnie spełniłam swoje marzenie, tydzień temu zmieniłam pracę i prowadzę bibliotekę w szkole językowej (z wykształcenia jestem bibliotekarzem), to dla mnie jak jakiś dar od losu, dodatkowo do pracy jadę tylko 10 minut. ALE... No właśnie, oczywiscie pierwszy dzień w pracy jakby nie było to był stres, więc zastosowałam jak zawsze w krytycznych sytuacjach Laremid (nienawidzę tego, ale inaczej nie potrafię powstrzymać biegunki). Zablokowało mnie to na parę dni, po tym zawsze niestety przychodzi moment kiedy Laremid odpuszcza, dzisiaj (piątek 13 :neutral: ) stoczyłam normalnie wojnę z sobą żeby wyjść do pracy. Ubrana w papmpers i do tego taksówką, miałam duszę na ramieniu, w taksówce zwijałam się w supełek z bólu, na szczęście nie było korków i zdążyłam wparować do wc w pracy jeszcze w fazie świstaka. Strasznie się boję takich sytuacji, w nowej pracy bardzo mi się podoba i za nic nie chciałabym jej stracić, zwłaszcza przez... kupę. Mogę założyć pampersa, ale on tylko pomoże żeby się nie zabrudzić, smrodek i tak czuć, dodatkowo nawet jak dojadę do pracy to trochę głupio taki ładunek biologiczny wywalić do kosza we wspólnej toalecie. Ból bólem (po ataku rwy kulszowej większości bóli nawet nie zauważam). Boję się tego strachu, paniki i tych cholernych biegunek...Leczyli mnie na IBS jakiś czas, nie dam się znowu faszerować psychotropami, zwłaszcza że one w ogóle nie rozwiązują problemu, trochę go maskują, ale na takich lekach życie człowiekowi ucieka obok, na wszystko patrzy się z boku, tłumią wszelkie uczucia, te dobre niestety też. Nie miałam nigdy skłonności do depresji, miałam odwagę w młodym wieku wyprowadzić się z domu z chłopakiem którego znałam 2 miesiące i zaczęłam żyć na własny rachunek, miałam odwagę zmieniać pracę tak długo aż znalazłam taką którą lubię, miałam nawet odwagę kiedyś stanąć w obronie kolegi który dostawał manto od kiboli, miałam odwagę wyjść za mąż! A boję się SRANIA, czynności tak ludzkiej i oczywistej, a jednocześnie wstydliwej i budzącej obrzydzenie. Czynności, która u większości ludzi jest czymś naturalnym i niezauważalnym, a która u nas staje się czynnością wokół której kręci się nasze życie, pod którą trzeba planować każde, nawet krótkie wyjście.

Jak Wy sobie z tym radzicie? Co robicie, żeby nie popadać w paranoję? Dla mnie może zmiana pracy okaże się początkiem zmian na lepsze również w tej kwestii, jednak boję się że mam już trwały uraz po paru "wpadkach" i tak szybko się tego lęku nie pozbędę.

Nie ma to jak wpaść w trans pisania o pierwszej w nocy...
"Mam przesrane..."

Awatar użytkownika
andzka
Początkujący ✽✽
Posty: 485
Rejestracja: 21 lut 2009, 07:47
Choroba: CU
województwo: zachodniopomorskie
Lokalizacja: Stargard Szcz.
Kontakt:

Re: Napady paniki...

Post autor: andzka » 14 mar 2009, 07:09

Myślę, że ta nowa praca to pierwszy krok w kierunku zmiany na lepsze. Robisz to, co lubisz, a to najważniejsze. Ponadto stres na pewno jest mniejszy lub nie ma go wcale (pomijając ten strach przed s...) Wierzę, że te biegunki trochę Ci odpuszczą kiedy się uspokoisz i wszystko się poukłada, czego z całego serca życzę! Obecnie jest to problem, bo z tego co piszesz wynika, że sama się nakręcasz ale rozumiem też, że to nie jest łatwe "się uspokoić". Sama trochę obawiam się powrotu do pracy, stresu. Teraz czuję się wspaniale (leki i święty spokój). TRudno mi coś doradzać, rozumiem, że nie chcesz się faszerować prochami a pewnie ziołowe tabletki uspokajające nie wystarczają w takich sytuacjach. Jasne, że taka "przygoda", której tak bardzo się boisz jest strasznie krępująca ale dopiero wtedy, gdy się zdarzy :) Szczerze mówiąc gdybym miała 10 min. do pracy to poszłabym pieszo (chyba, że nie możesz wytrzymać takiego czasu bez wc). Mycha ja wiem, że nadal masz w sobie tę odwagę! Jesteś silną i dzielną osobą. Problem trochę Cię przerasta ale uważam, że jest on wyolbrzymiony jedynie w Twojej głowie. NIe pozwól aby twory wyobraźni przytłumiły Twoją prawdziwą osobowość - silnej, odważnej kobietki :) Może spróbuj skorzystać z pomocy psychologa? Bez leków, jakaś terapia? Sama nie wiem ale pomóż sobie i nie daj się pokonać takiej rzeczy jak sr.... :)))))) Trzymam kciui i pozdrawiam ciepło :)
Salofalk-wlewki, Asamax 500 - 3x2, remisja :)

Awatar użytkownika
paubom
Początkujący ✽✽
Posty: 140
Rejestracja: 22 sty 2009, 06:35
Choroba: nie ustalono
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Gdynia

Re: Napady paniki...

Post autor: paubom » 14 mar 2009, 08:25

No właśnie to jet to. Za dużo myślimy, o rzeczach które mogą się stać i chyba sami trochę wywołujemy wilka z lasu... W twoim przypadku jest to strach przed sytuacją nazwijmy to co najmniej niekomfortową.... i pojawia się stres. Zasięgnąć rady psychologa na pewno nie zawadzi...
"a nadzieja budzi się i zasypia..."

rajan
Aktywny ✽✽✽
Posty: 872
Rejestracja: 14 cze 2007, 00:15
Choroba: CU
województwo: -- poza Polską --
Lokalizacja: ...

Re: Napady paniki...

Post autor: rajan » 14 mar 2009, 09:18

Mycha, a czy w pracy wiedzą o twojej chorobie? Rozumiem, że się stresujesz bo boisz się wpadki i tego co inni pomyślą w takiej sytuacji. Może wystarczy powiedzieć, że masz taką przypadłość i zwyczajnie poprosić o wyrozumiałość. Twoi współpracownicy na pewno to zrozumieją, i pewnie nie będą przeżywać ewentualnego smrodku tak bardzo jak ty. :wink: Czas się pogodzić z samą sobą i swoją chorobą. Zdarza ci się nie zdążyć i co z tego, tak masz i nic na to nie poradzisz. Po co się dodatkowo stresować. Zabrudzisz kosz, trudno trzeba posprzątać i do pracy. :razz:

Awatar użytkownika
ewkunia
Doświadczony ❃
Posty: 1030
Rejestracja: 05 kwie 2008, 12:53
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z Nibylandii:)

Re: Napady paniki...

Post autor: ewkunia » 14 mar 2009, 09:29

Wlaśnie, może powiesz,co masz :) Mi to bardzo pomoglo. Generalnie doszłam do wprawy mowienia o swojej dolegliwości i mówię wykladowcom prosto z mostu,czując cos w rodzaju satysfakcji,że mi to 'nie robi';. :)

Co do biegunek, kktóre Cię trapią -może na dzień dobry pomyśleć o lekach, które leczyłyby Twoje schorzenia,a potem iść za ciosem? Przyznam,że ja miałam podobnie jak Ty. Chodzenie do pracy i wychodzenie z pracy bylo koszmarem. Kiedyś trzy razy poszlam do tej samej wc na stacji benzynowej obok peronu skm, żeby doejchać do domu (droga AZ 20min:P) . Odkąd biorę AZĘ to mnie nie męczy aż tak.

Warto też wychodzić wcześniej do pracy. Jak się coś stanie, ma się rezerwę na ogarnięcię się. Tak robiłam z uczelnią-byłam zawsze pół h przed zajęciami.

Powodzenia w walce :)
Ewkunia; biorę: nic; brałam :Asamax Imuran, Pentasę, Metronizadol, Encorton, Salofalk, Jucolon, wlewki z hydrokortyzonem,..., and many more ;p ważę 60kg/169cm, mam notorycznie stany podgorączkowe;/ Moje jelita źle znoszą mesalazynę.

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Napady paniki...

Post autor: exa » 14 mar 2009, 09:45

to jedno, łatwiej będzie, kiedy współpracownicy się dowiedzą...drugie, to może próbowałaś pójść do psychologa?...
moja siostra ma napady paniki, na innym tle, ale potrafi do mnie dzwonić o 3 w nocy, żeby się uspokoić...był moment kiedy w trasę (również dużo jeździ po kraju) zabierała któregoś z rodziców...i wtedy zaczęło jej to tak bardzo przeszkadzać w życiu codziennym, że poszła do psychologa, i do psychiatry...dostała jakieś prochy, które jej nie zmulają wcale, ale pozwalają normalnie funkcjonować....nawet jej to zdiagnozowali i nazywa się to agorafobia...kłopot spory, kiedy się jest handlowcem...

jeśli nie próbowałaś, namawiam by spróbować znaleźć jakiegoś dobrego fachowca...
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
ewkunia
Doświadczony ❃
Posty: 1030
Rejestracja: 05 kwie 2008, 12:53
Choroba: niesklasyfikowane NZJ
województwo: pomorskie
Lokalizacja: z Nibylandii:)

Re: Napady paniki...

Post autor: ewkunia » 14 mar 2009, 09:55

ja mam atak paniki na zbyt otwartym terenie-np. lotnisko Babie Doły Heineken Music Festival. Wydaje mi się,że jest to zbyt duża przestrzeń, żeby móc zdążyć do wc i że każdy będzie się śmial ze mnie, gdy zwieracz nie wytrzyma. Tak samo nie usiądę w srodku rzędu na wykladzie. Zawsze w srodku,żeby moc wyjsc do wc. I nie chodzi tu o potrzebę rzeczywistą skorzystania z toalety,ale o przeświadczenie,że będę MUSIAŁA. Moje rozwiazanie: na Opener i tak pójdę, na wykladach siadam z boku;p z uporem maniaka:)
Ewkunia; biorę: nic; brałam :Asamax Imuran, Pentasę, Metronizadol, Encorton, Salofalk, Jucolon, wlewki z hydrokortyzonem,..., and many more ;p ważę 60kg/169cm, mam notorycznie stany podgorączkowe;/ Moje jelita źle znoszą mesalazynę.

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Napady paniki...

Post autor: exa » 14 mar 2009, 10:10

w trakcie zaostrzenia byłam na Deep Purple, i pół koncertu przestałam w kolejce do wc, ale i tak było warto :wink:
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

rajan
Aktywny ✽✽✽
Posty: 872
Rejestracja: 14 cze 2007, 00:15
Choroba: CU
województwo: -- poza Polską --
Lokalizacja: ...

Re: Napady paniki...

Post autor: rajan » 14 mar 2009, 10:47

Odnoszę wrażenie, że mieszają się tutaj dwa różne pojęcia paniki i stresu.
W przypadkuewkunia, chodzi o zwykły stres, a w przypadku Mycha, no właśnie nie wiadomo do końca co jej dolega, jeżeli ma napady paniki to dużo poważniejsza sprawa. Mycha, jeżeli nie radzisz sobie ze stresem, lub rzeczywiście miewasz napady paniki to tak jak ludzie piszą idź do psychologa.

Awatar użytkownika
Alishia
Aktywny ✽✽✽
Posty: 728
Rejestracja: 12 sty 2007, 19:34
Choroba: CD
województwo: opolskie
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: Napady paniki...

Post autor: Alishia » 14 mar 2009, 11:09

Pocieszeniem jest to,że zmieniłaś pracę na taką,którą lubisz i która Ci się podoba.To już coś!Może z czasem,kiedy przestaniesz się aż tak denerwować będzie co raz lepiej?
Kurde,nie miałam nigdy aż takich problemów...Od małego jakoś odpycha mnie od korzystania z toalety w miejscach publicznych czy u znajomych(nie mówię o siku:)).Psychika mi chyba na to nie pozwala.Po prostu o tym nie myślę.A jak mnie dopadnie to się będę martwić.Owszem,zdarzało mi się,że miałam parcie...ale akurat byłam w lesie,albo gdzieś w parku...Brało się chusteczki i heja,byle sobie ulżyć i nie wybuchnąć.
Pampers w koszu.Walić to.Najwyżej wrzucaj jeszcze do jakiejś reklamówki.Twoim współpracownikom nie musisz się tłumaczyć.Ważne by Twój szef(owa) wiedział(a) co Ci dolega.Żeby potem nie wynikły żadne nieporozumienia.
Jeśli czujesz,że sobie naprawdę z tym nie poradzisz.Wal do psychologa.Warto spróbować,bo może pomóc!

Awatar użytkownika
Mycha
Początkujący ✽✽
Posty: 84
Rejestracja: 17 lut 2009, 08:43
Choroba: CU
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Napady paniki...

Post autor: Mycha » 14 mar 2009, 14:44

U mnie problem polega na tym, że teraz jak biorę leki na CU to fizycznie czuję się lepiej i wkurza mnie własnie to, że sobie wkręcam (nie zawsze sobie to wkręcam, ale wywołane chorobą biegunki nie zdarzają się już codziennie). W pracy powiedziałam o swojej chorobie, niby wszyscy wiedzą, wiedza że mam CU ale chyba nie zdają sobie sprawy co im grozi w razie wpadki :razz:. Czasem zbieram w sobie odwagę i myślę, że w razie czego do wc mam kilka kroków, że zdążę, ale jak przychodzi co do czego to prawie mdleję. Chyba faktycznie pójdę do psychologa na terapię, ale taką bez leków.
Co do korzystania w publicznych wc to żebyście widzieli mój zestaw... nakładki na deskę, nawilżony papier toaletowy, zapasowa bielizna... Sama nie wierzę jak to czytam :lol: , a śmiałam się z babki którą widziałam na Discovery i która miała arachnofobię i ciągle psikała wokół środkiem owadobójczym.

W poniedziałek się jednak zarejestruję do psychologa, no i Ewkunia ma dobry pomysł z tym wychodzeniem wcześniej, zawsze jest czas żeby sie ogarnąć.
Kurczę trochę mi dodaliście otuchy, człowiek się czuje taki zrozumiany dzięki temu forum :mrgreen:
"Mam przesrane..."

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Napady paniki...

Post autor: exa » 14 mar 2009, 15:17

Mycha pisze:Chyba faktycznie pójdę do psychologa na terapię, ale taką bez leków.
leków się nie ma co bać...a psycholog zdecyduje pewnie, czy dasz radę bez czy nie...
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
obyty.z.cu
Doradca CU
Posty: 7789
Rejestracja: 28 lis 2008, 13:48
Choroba: CU
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: wielkopolska- Leszno

Re: Napady paniki...

Post autor: obyty.z.cu » 14 mar 2009, 15:25

psycholog lekow nie zapisuje, zapisuje psychiatra!
Leki nowej generacji nie maja wplywu jakiegos uposledzajacego,
dzialaja kierunkowo tylko w dany punkt, wiec niema sie czego bac.
Zreszta, chocby sulpiryd, jest lekiem na CU i jednoczesnie wyciszajacym.
Rozmowa z psychologiem i lek wspierajacy na jakis okres ,pozwoli np. zlapac jakis dystans i czas na oswojenie sie z problemem.
„Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresje, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych, jest więc po prostu cudownym lekiem ..."Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku" . https://senmaluszka.pl

exa
Doświadczony ❃
Posty: 1741
Rejestracja: 28 sie 2006, 19:13
Choroba: CU
województwo: łódzkie
Lokalizacja: Łódź/Piaseczno

Re: Napady paniki...

Post autor: exa » 14 mar 2009, 15:58

obyty.z.cu pisze:psycholog lekow nie zapisuje, zapisuje psychiatra!
obyty.z.cu pisze:Rozmowa z psychologiem i lek wspierajacy na jakis okres ,pozwoli np. zlapac jakis dystans i czas na oswojenie sie z problemem.
moja wina, niejasny skrót myślowy.......
choruję od 96 roku, diagnoza od 98, remisja: od 2004 z 3 miesięczną przerwą:) bez leków (nie polecane)

Awatar użytkownika
Mycha
Początkujący ✽✽
Posty: 84
Rejestracja: 17 lut 2009, 08:43
Choroba: CU
województwo: pomorskie
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Napady paniki...

Post autor: Mycha » 14 mar 2009, 16:18

Ja właśnie brałam Sulpiryd jak leczono mnie na IBS (u psychiatry), skutek uboczny był taki że przytyłam 15 kilo w 2 miesiące i wyglądałam jak świnka więc mi je odstwiono, potem przepisano mi Asentrę (zupełnie bez efektu) i nastepnie Seroxat. Sraczki miałam i tak, tylko byłam tak przymulona, że nie miałam siły się tym przejmować. Co ciekawe na początku choroby wcale takich ataków nie miałam, nawet jak mi mówili że to IBS, ataki zaczęły się chyba po ponad roku, po którejś tam wpadce z brakiem wc. Mi tam wcale na tych lekach fajnie nie było, życie w Matrixie. Poza tym to nie jest tak, że one nie wpływają na organizm i umysł, brałam je prawie 2 lata, ponad 2 miesiące trwalo ich odstawienie,przypominało to detox, ponad miesiąc codziennie miałam olbrzymie bóle głowy i musiałam łykać po kilka Ibupromów, psychika dochodzi do siebie po tym parę nastepnych tygodni, bo ataki srachu potrafią się nasilać. Fajnie jest się niczym nie przejmować,ale człowiek ma poczucie że zbyt dużo traci, zwłaszcza tych pozytywnych emocji i uczuć, a mi poza tymi sraczkami w życiu wszystko się podoba, pod każdym innym względem jestem nieuleczalną optymistką.
Najsilniejszym z tych leków był Seroxat, brałam go prawie rok. Nie podobało mi się to, że nie czułam własnego życia, nawet cieszyć się nie potrafiłam, dostrzegać tak jak kiedyś kwiatków, zielonych drzew, ładnej pogody. Na początku się tego nie zauważa, dopiero po jakimś czasie człowiek zaczyna odczuwać, że czegoś mu brakuje, czyli emocji, a człowiek potrzebuje emocji żeby funkcjonować.Na dodatek zaczęło mnie przerażać to, że myśl o braku tabletki to prawie jakby mi dostęp powietrza zabrali.
Dlatego pójdę najpierw do psychologa, powrót do leków psychotropowych to będzie ostateczność. Demonizuję trochę te leki, ale naprawdę myslę, że przepisano mi je zbyt pochopnie, miały na mnie mocny wpływ, ja dosyć szybko i łatwo reaguję na wszelkie leki, znieczulenia itp. Na CU się leczę dopiero od 1,5 miesiąca, mam łagodną postać, nie ląduję w szpitalach, mam tylko lekką anemię no i biegunki, biorę Pentasę i czuję poprawę. Myślę, że jakby mnie zdiagnozowano wcześniej uniknęłabym teraz tych nieprzyjemności. Ale wiem też, że jeżeli psycholog stwierdzi żebym poszła do psychiatry, to nie będę miała wyjścia. Chyba że wyjadę do Tybetu i nauczę się panowac nad swoim ciałem i duszą :razz: albo w ogóle zamieszkam w Bieszczadach w jakiejś chacie w lesie... :mrgreen: No cóż wygadalam się to mi lepiej, tak łatwo się nie poddam, będę szukać cudownego środka :roll:
"Mam przesrane..."

Zablokowany

Wróć do „Nasza Psychika”