Strona 4 z 6

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 19 cze 2007, 19:19
autor: klaudi
Tequilla tak to jest z facetami :mrgreen: Trzeba mieć ich na oku :lol:

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 20 cze 2007, 07:59
autor: lucypah
klaudi pisze:Tequilla tak to jest z facetami Trzeba mieć ich na oku
was jeszcze bardziej :lol:

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 21 cze 2007, 14:26
autor: Raysha
Ja chorobę akceptuję, na początku nawet traktowałam to jako "mam w sobie jakie.s poskudztwo będziemy razem żyć", w tamtym roku przyszło zwątpienie pierwszy raz miałam takie zaostrzenie że wydawało mi się że odchodzę od tego świata ryczała i krzyczałam do Boga czym sobie zasłużyłam na taki ból i cierpienie...okrutna byłam wiem...Teraz jak mi Warszawa dała nadzieję, to się podniosłam i traktuję Crohna jako "przyjaciela", który siedzi we mnie, czasem musze mu przypomnieć żeby położył się spać a nie rozrabiał, czasem posłucha, czasem nie...wydaję mi się że to zalezy od psychiki właśnie. Dlatego sobie postanowiłam że nie dopuszczę do takiego zaostrzenia co miałam w tamtym roku, a jak dojdzie to będę funkcjonować "normalnie", czyli w miarę normalnie prowadzić tryb zdrowego człowieka (nie mówię tu o diecie)
Nie boję się przyznać że akceptuję chorobę, po co mam się oszukiwać ? Lepiej powieć wszystkim "Witam jestem tutaj z wami bo też choruję na Crohna, czy mi pomożecie ?"
A reszta odpowie "Pomożemy towarzyszu"
Pozdrawiam :D

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 21 cze 2007, 16:27
autor: Careme
Mikrusia pisze:Lepiej powieć wszystkim "Witam jestem tutaj z wami bo też choruję na Crohna, czy mi pomożecie ?"
A reszta odpowie "Pomożemy towarzyszu"
Mądrze napisane.

Pisząc o niezgadzaniu się na chorobę, miałem na myśli nawet formę buntu przeciwko chorobie, niedopuszczaniu myśli, że mnie dotknęło świństwo z którym trzeba żyć (w symbiozie??) do końca życia. Ta "niesprawiedliwość" dotknięcia chorobą sprawia, że moje życie nie jest takie jak przed zachorowaniem. Niestety muszę uważać na to co jem, i jeśli jestem w fazie zaostrzenia, to tam gdzie idę, jest wucet, co czasem doprowadza do lekkiej paranoi (patrz: http://crohn.home.pl/forum/viewtopic.php?t=2862 ).

To niezgadzanie powoduje właśnie, że nie chcę się zapisywać do J-elity, bo nie wierzę, że jestem tak chory, żebym potrzebował tego. Odpowiedź, do J-elity należą ludzie zdrowi, jest istotnie trafna. Mój punkt widzenia jednak jest odmienny, co napisałem dwa zdania wcześniej.

Pytanie, które postawiłem miało mi pomóc w rozjaśnieniu sytuacji pod względem psychologicznym, czy w przypadku takich zachorowań podejście akceptacji (ale nierozumianej jako poddania się!) czy właśnie jej braku (takiej złości na swoją cherlawą kondycję, która jakby nie było ogranicza normalne życie).

Na pewno z tego co piszecie pogodzenie z sytuacją usuwa wątpliwości i być może (bo do końca wciąż nie jestem przekonany), jest lepszą dla zdrowia psychicznego i procesu leczenia od walki.

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 21 cze 2007, 16:55
autor: Patryśka
Mikrusia pisze:Nie boję się przyznać że akceptuję chorobę, po co mam się oszukiwać ?
No wiec wlasnie cala filozofia :)
Brawo Mikrusiu :)

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 22 cze 2007, 00:50
autor: tequilla
ależ pewnie ,że tak Pati-synowo, Mikrusiu, bankowo-mając Was- sam też bym do takich wniosków doszła, i tak myślała, i tak podchodziła,
z tym , ze babel zachorował nigdy sie nie pogodzę, nigdy , mogło trafić mnie, pitera, rodziców, teśćów, (wszyscy oni tak mówią) ale nie jego,
oczywiście przyjęłam to do wiadomości, "kartofli" pilnuję, dietetycznie dogadzam, robie to co kazda Mama, Mamcia, Mamuśka(tata, tatuś, tatunio),
mozecie się ze mnie śmiać, ale boję się , że jak się z tym "pogodzę", to nam leku(raz a dobrze) nie znajdą,
ja żyję myślą, że na dzień dzisjejszy -zaleczamy, ale już niedługo wyleczymy :roll:
czego wszystkim życzę

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 22 cze 2007, 08:57
autor: Mama Juleczki
My swojego colita traktujemy jak członka rodziny - pełnoprawnego :wink:
Przestaliśmy sie go bać i staramy się nie myśleć o tym, co może być - "carpe diem" jakby każdy miał być ostatni ( A BO I JEST - JEDYNY I NIEPOWTARZALNY :lol: )
Pamiętam, że kiedy ochłoneliśmy z Grzesiem po pierwszym uderzeniu choroby (przerazeni, zrozpaczeni i wycieńczeni do granic), powiedziałam do męża:" Cieszę się, że to ujawniło się kiedy Jula jest jeszcze taka mała, bo nauczy się z tym normalnie żyć i zrobimy wszystko, żeby z powodu swojego schorzenia nie czuła sie mniej wartościowa niż inni."
Tego sie cały czas trzymamy, a Julkę traktujemy jak całkowicie zdrowego człowieka. Uczy się tylko dodatkowej dyscypliny w zwiazku ze stosowaniem leków, diety i przestrzeganiem zasad higieny.
Nie dziwia ją "ułomności" innych ludzi i wie, że nikt ani nic nie jest temu winny - bo taki jest współczesny świat: trzeba akceptować, by być akceptowanym; rozumieć, by być rozumianym :roll:
Często opowiadam jej o Was i dzięki temu ma świadomość, że nie tylko ona ma " chore jelitka".

Pozdrawiam gorąco :roll:

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 22 cze 2007, 09:08
autor: chmurka
Zgadam sie z Mamą Juleczki - Colit jest pełnoprawnym członkiem rodziny. :roll:

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 22 cze 2007, 12:18
autor: kasia88
Choroba jest naszą częścią, czy tego chcemy czy nie. Więc nie można być szczęśliwym nie akceptując samego siebie, a co za tym idzie trudniej dojść do remisji ;-)
No i totalnie się nie zgodzę, że przyznanie się do choroby oznacza poddanie się ?! To jestem ciekawa jak Ty Panie Zło chesz z nią żyć? Wmawiając sobie, że taki stan jest tylko przejściowy? A to, czy będziesz się "meczył" przez całe życie, mówiąć że to grypa, zależy tylko od Ciebie.
Ja zdaję sobie sprawę, że jestem chora. Branie tabletek to dla mnie odruchowa czynność, nad która wiele na codzień nie rozmyślam. Ale to wszystko nie oznacza, że czasami mam serdecznie dość Crohna, szczególnie wtedy gdy zamiast być lepiej jest gorzej :evil: Ale takie są tylko chwile, na szczęscie :-)

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 22 cze 2007, 12:25
autor: Cinimini
kasia88 pisze:Ja zdaję sobie sprawę, że jestem chora. Branie tabletek to dla mnie odruchowa czynność, nad która wiele na codzień nie rozmyślam. Ale to wszystko nie oznacza, że czasami mam serdecznie dość Crohna, szczególnie wtedy gdy zamiast być lepiej jest gorzej :evil: Ale takie są tylko chwile, na szczęscie :-)
Zgadzam sie w 100% panno Kasiu88-nic nie mam do mojego Cronhna...nauczylismy sie razem zyc.Czasem nawet jest wesolo jak sie scigamy do :wc: :lol:

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 22 cze 2007, 19:17
autor: Patryśka
Cinimini pisze:Czasem nawet jest wesolo jak sie scigamy do :wc: :lol:
hehe tylko szkoda ze czasem to nie my wygrywamy :P

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 23 cze 2007, 23:14
autor: manka
tola pisze:W dużej mierze pomaga mi świadomośc,że jest tutaj ogroma rzesza ludzi,którzy podobnie jak ja zmagają się z tą chorobą,wiedzą i rozumieją mój problem.To bardzo pomaga.
jak najbardziej tak :)

ale zdałam sobie sprawę z tego że jestem chora tak naprawdę dopiero teraz kedy przyszedł następny kryzys zdrowotny :/ bo do tej pory to tak naprawdę tylko myślałam że wiem o co chodzi :( a teraz to już doszło do mnie

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 24 cze 2007, 01:51
autor: Shima
Torvik pisze:Careme napisał/a:
To niezgadzanie powoduje właśnie, że nie chcę się zapisywać do J-elity, bo nie wierzę, że jestem tak chory, żebym potrzebował tego.

Wiesz,ze mozesz sie zapisac by pomagac innym?
No właśnie...czasenie chodzi o to ze Ty tego potrzebujesz Careme....może czas pomyśleć że może to pomóc innym.
tola pisze:W dużej mierze pomaga mi świadomośc,że jest tutaj ogroma rzesza ludzi,którzy podobnie jak ja zmagają się z tą chorobą,wiedzą i rozumieją mój problem.To bardzo pomaga.
Dopóki nie trafiłam na forum czułam sie ja dziecko we mgle...yeraz juz wiem że nie jestem sama.

Aha... Careme...nigdy nie mów nigdy :)
Careme pisze:Odpowiedź, do J-elity należą ludzie zdrowi, jest istotnie trafna.
Może z braku czasu nie mogę znaleźć gdzie jest napisane o tych"ludziach zdrowych".

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 02 lip 2007, 15:01
autor: truskaweczka987
Czesc jestem na forum dopiero drugi raz, ale duzo nas łaczy dla tego zdecydowałam sie dowiedziec sie od was jak wy czujecie sie z tą chorobą?? ja jestem w stanie remisji juz 2 lata choc czuje ze znowu zaczyna cos sie dziac, na początku nie mogłam pogodzic sie z tą chorobą, chodziłam po kątach i płakałam że dlaczego to mnie własnie spotkało, ale teraz widze jak dużo osób ma tą chorobe co ja, teraz juz pogodziłam sie z tym że ta choroba jest na całe życie ale...... mam nadzieje że znajdzie sie ktoś kto znajdzie lek zeby nas wyleczyc. Bądzmy dobrej myśli...... pozdrawiam :)

Re: Podejście do choroby - akceptować ją czy nie?

: 08 lip 2007, 18:29
autor: fairy
Naszla mnie taka refleksja dziwna, im wiecej czytam postow(oczywiscie dotyczacych konkretnych tematow) tym bardziej sobie uswiadamiam na co choruje...tyle lat nie wiedzialam co mi jest i chyba bylo lepiej(pod wzgledem psychicznym),teraz krok po kroku zdaje sobie sprawe ile moze mnie jeszcze spotkac,jak czytam niektore posty to dziekuje sobie w duchu ze i tak nie mam tak "zle". ale chyba dopiero zaczynam sie bac tej choroby :(