Emocje...

czyli smutki i radości posiadaczy CU i CD, wypróbowane sposoby radzenia sobie ze stresem etc.

Moderatorzy: Anette28, Moderatorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
ewelina1011
Debiutant ✽
Posty: 41
Rejestracja: 27 sie 2006, 14:07
Choroba: CD
województwo: lubuskie
Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
Kontakt:

Re: Emocje...

Post autor: ewelina1011 » 02 wrz 2006, 16:07

Ej, nie ma co się kłocić o jakieś głupie słowo! Czy to faktycznie taki wielki problem? Ktoś coś tam powiedział, nie mając nic złego na mysli, a tu rozpętala się wielka afera.

Awatar użytkownika
Natanael
Początkujący ✽✽
Posty: 158
Rejestracja: 10 sty 2006, 23:00
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Emocje...

Post autor: Natanael » 02 wrz 2006, 17:24

Wracając do tematu

Ewelinka obudziła temat który jest bardzo aktualny również u mnie. To co czuje to ciągły strach przed tym ,ze zaraz będzie atak i będe musiał iść do klopa. Naprawde jestem aktywny, przynajmniej starm sie. Całe wakacje spędziłem na obozach wyjazdach i powiem wam ,ze nie czuje sie w remisii. Poprostu wakacje sprawiają z,e jest lepiej i łatwiej. Problem nasilił sie w ostatnim tygodniu. Znalazłem sobie prace w zakładzie ślusarskim i wiecie co mnie przeraziło... fakt ,że to nowe miejsce i nie wiem czy jak złapie mnie sranie to będe miał możność pójść do ubikacji. Czy mnie puszczą i zrozumią ,że musze posidzieć tam 20 min. Przeciez to praca a nie relaksik!. Takie właśnie obawy przepełniają moje życie. Czy jak mam jechać na uczelnie lub do siostry mieszkania, gdzie kolwiek bym nie chciał wyjść, zawsze przed wyjściem z domu, kiedy siedze na tronie, kiedy zaciskam zęby prąc z całej sieły aby wyżucić z siebie jak tylo dużo moge. Modle sie wtedy umierając ze strachu we własnym kiblu. Jeszcze pół bidy jak mam twardsze sranie. Apokalipsa zaczyna sie jak mam rozwolnienie. Nigdy nie wiesz kiedy skończyłeś :-(

Powiem wam ,że kiedy pisze tego posta to czuje pieczenie jelita pod mostkiem. Dziś rano czułem blizne po wyrostku. Ciągłe odczówanie bólu powoduje ,ze mam ochote wyć i płakać.
A jeszcze tydzień temu było tak dobrze. A teraz rzeczywistość mnie tak stresuje ,że znowu zczałem sie załatwiać papką :-(

Na koniec napisze wam coś przed czym od bardzo dawna uciekałem, od kiedy sranie zasrało mi życie, od kiedy lęk stał sie moim cieniem którego nigdy nie moge zostawić gdzieś za sobą czuje sie GORSZY od innych zdrowych ludzi. Boje sie często o przyszłość. A chciał bym móc zapewnić byt rodzinie ,którą chciał bym niebawem założyć

Ktoś tu na forum pisał ,że jesteśmy delikatni psychicznie. Mogę sie przyznac jestem delikatnym wrażliwym facetem i czasem nienawidze tego zwłaszcza wtedy gdy zdam sobie sprawe ,że to moze byc powód mojej choroby.

Mięczaki muszą zginąć :-(

Pozdrawiam mocno sfrustrowany pierwszym dniem w pracy Natanael
22 lata - CU
...Ufać Bogu to wszystko co nam zostało...

Awatar użytkownika
ewelina1011
Debiutant ✽
Posty: 41
Rejestracja: 27 sie 2006, 14:07
Choroba: CD
województwo: lubuskie
Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
Kontakt:

Re: Emocje...

Post autor: ewelina1011 » 02 wrz 2006, 17:56

Widzę, że masz malego dołka. Ja z resztą też. Jestem przerażona perspektywą takiego życia. Od bólu do bólu. Mnie lęk też ciagle przesladuje i chyba muszę się z nim zaprzyjaznić :smutny: . Boję się szpitali i przychodni. Nie chcę chodzic do psychologa ani lekarzy (choć wiadomo, że muszę), bo wiem ze to mi też nie pomoże. Stracilam wiarę w to co każy człowiek powinien wierzyć, mam napady lękowe. Wtedy cierpię "od wewnątrz", czuję, że oszaleję. Ale to jakoś mija. Ale są czasem i fajne chwile. Choć jest ich tak nie wiele. Mam nadzieje, że moze to wszystko się jakoś ułoży. Pozdrawiam :roll:

Awatar użytkownika
Natanael
Początkujący ✽✽
Posty: 158
Rejestracja: 10 sty 2006, 23:00
Choroba: CU
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Emocje...

Post autor: Natanael » 02 wrz 2006, 18:16

Dołka nie mam poprostu frustracja i lęk przed przyszłością mnie przygniotły. Ja naprawde umiem pracować nie jestem leniwy tylko czasem sie boje ,ze tam gdzie będe mógł pracować nie zrozumieją mojej sytuacji.

troche mnie przygniotło po pierwszym dniu w zakładzie gdzie wykonuje sie rzeczy tak proste mozolne i nudne ,że normalnie szkak człowieka moze trafić, zwłaszcza gdy cały czas towarzyszy mu lęk przed sraniem i głud który sam sobie fundujesz aby tego srania nie mieć :(

Jednym słowem :cenzura:

Torvik -edit-
ocenzurowano
Ostatnio zmieniony 17 mar 2008, 17:43 przez Natanael, łącznie zmieniany 1 raz.
22 lata - CU
...Ufać Bogu to wszystko co nam zostało...

Misia

Re: Emocje...

Post autor: Misia » 02 wrz 2006, 18:41

treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
Zbig
Debiutant ✽
Posty: 17
Rejestracja: 14 lip 2006, 22:48
Choroba: CD
Lokalizacja: bydgoszcz

Re: Emocje...

Post autor: Zbig » 02 wrz 2006, 18:53

O rany, to mamy dziś "Dzień Świra"? Nie spodziewalem sie tyle hałasu o jedno słowo. Być może na tym forum sa specjalisci, ale uważam, że nie jest to słowo obrażliwe (w przeciwieństwie do ":cenzura:", czy "kretyn") i używajac go nie mialem zamiaru nikogo obrazić.
Mam duży szacunek do osób z tego forum i mimo "ciepłych" słów z waszej strony, dalej was lubię.
Nadal czekam na wasze opinie o leczeniu CD za pomocą psychiatrii. Moze ktoś napisze cos konstruktywnego? Mamy chyba sobie pomagać, a nie op****lać się nawzajem?
Zbig

Misia

Re: Emocje...

Post autor: Misia » 02 wrz 2006, 19:03

treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Awatar użytkownika
Zbig
Debiutant ✽
Posty: 17
Rejestracja: 14 lip 2006, 22:48
Choroba: CD
Lokalizacja: bydgoszcz

Re: Emocje...

Post autor: Zbig » 02 wrz 2006, 20:02

Misia, sądzę, że nikt nikogo nie chciał urazić. Po prostu napisałem niefortunnie jedno słowo za dużo, przez co temat nieco zboczył na lewy tor :-). Ta burza w szklance wody była niepotrzebna i głupia.
Chciałem jedynie pomóc Ewelinie i w pewnym sensie równiez sobie wywołujac temat psychiatrii. Moja znajoma twierdzi, że pschychiatra spowodował remisję choroby i chyba coś w tym jest.
Ona również budzila sie rano z lękiem, jak każdy z nas. Telefon, dzwonek do drzwi, czy nawet ulotna myśl, powodowaly, że jelita zaczynały pracować na maxa... i ciąg dalszy znany. Lekarka zastosowala kurację, której jednym z efektów było spowolnienie przemiany materii. U niej to zadziałało, nie wiem, czy podziałałoby u innych, ale jest duże prawdopodobieństwo, że tak.
Podobno dwa pierwsze tygodnie zażywania leku były koszmarem (wydawało jej się m.in., że ludzie stojący w pobliżu zabierają jej tlen z powietrza), ale po tym okresie było juz z górki i wszystko wrócilo do normy. Od dwóch lat nie wie, co to choroba.
Niebawem wybiorę sie do pani psychiatry i postaram sie podzielić swoimi doswiadczeniami (chyba, że zeświruję na dobre :-) )
Zbig

Awatar użytkownika
funia
Aktywny ✽✽✽
Posty: 521
Rejestracja: 25 sty 2006, 11:30
Choroba: CD
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Emocje...

Post autor: funia » 02 wrz 2006, 20:18

a to pani psychiatra dala jej tez leki jakies? w sensie psychotropy czy cos?

hmmm, to nie wiem, to ja wole chyba latac do kibelka, niz kolejne dragi wciagac. zal mi watroby...

Tomy
Doświadczony ❃
Posty: 1162
Rejestracja: 07 sty 2006, 13:46
Choroba: CU
województwo: śląskie
Lokalizacja: Polska

Re: Emocje...

Post autor: Tomy » 02 wrz 2006, 22:50

Natanael, jak tak czytam twoją relację, to w pewnych momentach bardzo pasuje to do moich doświadczeń z colitisem, jaszcze bardzo niedawno. Ja też bardzo długo byłem w takim stanie, że z powodu konieczności biegania do kibelka, dojechanie samochodem do pracy, to był wielki problem. I to co mogę poradzić to:

Nie stosuj taktyki – nie zjem to nie będę biegał do WC. Ja to przetrenowałem i jest to absolutnie nieskuteczne. To jest logiczne, ale tylko pozornie. Przewód pokarmowy jest dość długi, a na dodatek jeszcze rozregulowany chorobą, to nie masz szans, że trafisz z pora na WC wtedy kiedy zaplanujesz. Każdy lekarz Ci powie, że w naszych chorobach regularne odżywianie się to podstawa. Jak zaczniesz głodować, to tym bardziej jelita ale i żołądek zaczną wariować, bo się nudzą kiedy nie mają co przetwarzać. Jedz normalnie, o stałych porach, w małych ilościach, w spokojnej atmosferze, to co masz przetestowane, że jakoś szczególnie nie goni. Bo inaczej masz następny powód do frustracji, bo tak bardzo się starałeś a tu znowu porażka.

Przesiadywanie na siłę w WC przed wyjściem – też przetestowane i tak samo nieskuteczne, bo z fizjologicznego punktu widzenia nie może się udać. Lepiej zaplanować sobie dobrze drogę podróży pod kątem dostępności do WC. Ale jest następny powód do frustracji – tyle się nasiedziałem, a tu znowu porażka.

W pracy jeżeli się zorientują, że masz takie problemy i będą mieć jakieś ale, to weż majstra, czy kogo tam masz bezpośrednio nad sobą na bok i opowiedz mu szczerze o twoim problemie i zaproponuj, że to co za długo siedzisz w WC, to odpracujesz zostając dłużej lub w soboty. On wtedy poczuje, że jesteś konkretny facet i będzie wiedział o co chodzi i na pewno nie każe tego odpracowywać. Ludzie do prac ślusarskich są teraz poszukiwani w Polsce i w całej Europie, więc tym, że nie znajdziesz innej roboty jakby co, to się nie martw. Ale jak to będziesz miał uzgodnione, to odpadnie następny powód do lęku i frustracji.

Naucz się mówić NIE, czyli asertywność. Nie bierz za dużo albo wcale dodatkowych obowiązków na siebie. Przez czas tego zaostrzenia wywal wszystko, co powoduje ciągłe zagonienie, a nie jest naprawdę konieczne. Bycie aktywnym, to nie jest obowiązek, ale ma być przyjemne. A tak każde dodatkowe zadanie które sam sobie stawiasz, a nie ma szans, aby zawsze się udało, to jest znowu kolejny powód do frustracji. Za to rób to co lubisz. Widziałem, że grasz i śpiewasz, to to jest dobra terapia, byle amatorsko dla przyjemności, a nie jako dodatkowe terminy koncertów. Sam kiedyś grałem w kapeli i jak przestałem, to się przyplątał colitis.

Skoncentruj się bardziej na leczeniu CU. Szczególnie polecałbym leczenie miejscowe czopkami i wlewkami z Salofalku lub Hydrokortyzonu. Chodzi o to, aby zmiany zaczęły cofać się od dołu. Wtedy w pewnym momencie zobaczysz, że nagłe parcie daje się opanować. No i nie mów sobie, że masz ataki, bo to brzmi jak atak serca, tylko ostrą ale tylko biegunkę.

No i wybierz się do dobrego lekarza od Psyche. Nie koniecznie, aby dał jakieś prochy, chociaż to okresowo też pomaga, ale żebyś mógł opowiedzieć o swoich problemach komuś, kto się naprawdę zna na tych wszystkich połączeniach pomiędzy emocjami i ich oddziaływaniem na fizjologię. Tego jednego jeszcze nie przetestowałem, ale jakbym się tak męczył jak Ty, to bym poszedł od razu.

To tyle, co mi przyszło do głowy, na pewno jeszcze ktoś coś doda. No i na koniec – bycie wrażliwym facetem, to wcale nie znaczy że się jest mięczakiem, gorszym, czy że trzeba się tego wstydzić. Ale to już truizm, Ty sam to wiesz.

Pozdrawiam
Tomy
Ostatnio zmieniony 09 wrz 2006, 20:09 przez Tomy, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Feniks
Aktywny ✽✽✽
Posty: 838
Rejestracja: 20 kwie 2006, 19:03
Choroba: CD
województwo: mazowieckie
Lokalizacja: Warszawa

Re: Emocje...

Post autor: Feniks » 02 wrz 2006, 23:13

Natanael , podziwiam Cie za szczerość , twoj post (chodzi mi o pierwszy w tym wątku, w którym nadużyleś słowa "sranie" we wszystkich odmianach) tylko pokazuje ,że nie jesteś mięczakiem, bo taki napewno nie odważylby się wyznać szczerze swoich problemow.

Niestety nasze choroby maja to do siebie ,że często odwiedzamy WC i tego nie da się zmienić, chyba że nastąpi remisja, bądź w końcu wynajdą coś na nasze paskudztwa.

Niedlugo ma powstać dział, w ktorym będzie można poruszać sprawy psychiki i wpływu choroby na nią. Niektore posty pokazuja,że to jednak okaże się calkiem na miejscu pomysł.

Mam nadzieję,że nikt tutaj nie uważa się za gorszego od innych ludzi z powodu choroby, bo przecież do jasnej cholery my sobie jej nie wybieraliśmy.

Ot taki krótki wywod z mojej strony, chyba zaczynam zauważać jak ważną funkcję spelnia to forum...

Awatar użytkownika
Zbig
Debiutant ✽
Posty: 17
Rejestracja: 14 lip 2006, 22:48
Choroba: CD
Lokalizacja: bydgoszcz

Re: Emocje...

Post autor: Zbig » 02 wrz 2006, 23:22

funia pisze:a to pani psychiatra dala jej tez leki jakies? w sensie psychotropy czy cos?

hmmm, to nie wiem, to ja wole chyba latac do kibelka, niz kolejne dragi wciagac. zal mi watroby...
Latanie do kibelka to jeszcze nie problem. Wiekszy problem to ataki bólu i pękajace jelita. Jak przetestuję na sobie tę kurację, to opowiem o plusach i minusach.
Zbig

Awatar użytkownika
funia
Aktywny ✽✽✽
Posty: 521
Rejestracja: 25 sty 2006, 11:30
Choroba: CD
województwo: wielkopolskie
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Emocje...

Post autor: funia » 03 wrz 2006, 10:07

koniecznie napisz jakie masz efekty, plusy i minusy takiego leczenia

Handzia
Początkujący ✽✽
Posty: 174
Rejestracja: 09 mar 2004, 22:51
Choroba: nie ustalono
Lokalizacja: Trójmiasto

Re: Emocje...

Post autor: Handzia » 03 wrz 2006, 14:15

Znam co najmniej 3 osoby które weszły w remisje po leczeniu u psychiatry.
Nie wiem czy u wszystkich były psychotropy ale poprawa jakości życia bardzo zauważalna.
Pisałam już kiedyś że rozmawiałam z psychiatrą ,która konsultuje chorych na nzj i widzi zadowalające efekty swojej pracy.
A nawet jak są to psychotropy to po osiągnięciu zamierzonych efektów z nich się schodzi a remisja pozostaje.Wielu z nas ma zaniżoną samoocenę i to też tym leczeniem można zmienić.
Na pewno warto spróbować u dobrego lekarza psychiatry,bo tam chodzą właśnie ludzie świadomi swoich problemów i chcący zmienić swoje niesatysfakcjonujące życie.
Reszta męczy się sama.
Oczywiscie zdaje sobie sprawę ,że nie każdemu to pomoże ale spróbować warto.

Misia

Re: Emocje...

Post autor: Misia » 03 wrz 2006, 16:23

treść wpisu została usunięta na prośbę użytkownika

Zablokowany

Wróć do „Nasza Psychika”