Strona 1 z 1

Imuran a narażenie na choroby zakazne.

: 04 sie 2013, 16:54
autor: Marta86
Kochani!Od 2tygodni jestem na Imuranie(150).W przyszłym tygodniu muszę lecieć do Polski.Najprawdopodobniej będę miała kontakt z osobą chorą na gruzlicę.Czy myślicie,że istnieje ryzyko zarażenia ze względu na przyjmowanie AZA??A jak tak,to jak tego uniknąć??Raczej nie będę miała możliwości uniknąć tej osoby,ponieważ to dziadek mojego synka,który leży w ciężkim stanie w szpitalu i praktycznie lecimy tylko po to,żeby mógł zobaczyć wnuka.Poradzcie mi jak unikać takich rzeczy.Ostatnio mam jakiegoś bzika na tym punkcie.Boję się dużych skupisk ludzi itd....Sama wizja pobytu na zatłoczonym lotnisku czy w samolocie mnie paraliżuje dosłownie...Masakra:/

Re: Imuran a narażenie na choroby zakazne.

: 04 sie 2013, 18:07
autor: Marta86
A więc tak...Dziadek ma ziarnicę złośliwą z przerzutami do płuc+jakąś infekcję na płucach ciężką do wyleczenia.Ta gruzlica to jeszzce nie jest 100%pewna,bo nie dostali jeszcze wyniku.Ogólnie dziadek leży zaintubowany na OIOM-ie.Dziecko zobaczy tylko przez szybę,bo tak czy inaczej dzieci do 14-tego roku życia nie wpuszczają.Ja to z tego co piszecie raczej w ogóle tam nie wejdę skoro przy immunosupresji kontakt z gruzlikami jest zakazany.

[ Dodano: 04-08-2013 ]
A powiedzcie mi jeszcze jak się uchronić od wirusów i innych dziadów w zatłoczonych miejscach?Co myślicie o maseczkach jednorazowych?

Re: Imuran a narażenie na choroby zakazne.

: 04 sie 2013, 19:41
autor: Marta86
Dzięki kobiety za pomoc:)

Re: Imuran a narażenie na choroby zakazne.

: 06 sie 2013, 20:41
autor: CatAnn
Ja dodam z własnego "doświadczenia", czy może własnej głupoty - będąc na biologicznym leczeniu przez jakieś, hmmm, dwa miesiące chyba, dowiedziałam się, że moja koleżanka ma podejrzenie gruźlicy i leży w szpitalu gruźliczym. Ogólnie chodziło o to, że leżałyśmy razem (tam się poznałyśmy) w instytucie reumatologii i wykonywane miałyśmy, wśród typowych badań wstępnych (jak ekg czy rtg płuc) próby tuberkulinowe. Moja wyszła ujemna, natomiast jej była lekko dodatnia. No i ja sobie na spokojnie wyszłam z instytutu, a jej kazano udać się do tegoż szpitala. Ja więc - wielce mądrze - postanowiłam ją odwiedzić (dwukrotnie). Szpital gruźliczy w Otwocku to ogólnie wielki teren zaprątkowany niebotycznie (tak sądzę - prątki w samym szpitalu, w lesie, w ziemi, wszędzie). Odradzano mi, ale poszłam, i chyba się gruźlicą nie zaraziłam :roll: Koleżanka na szczęście chora nie była, generalnie higiena przestrzegana bardzo bardzo (wszędzie płyny i mydła dezynfekujące, były też maseczki), jakoś się udało. Ale obie wizyty były dla mnie bardzo stresogenne, denerwowałam się okropnie, że się zarażę i zabiorą mi biologię :( Na szczęście wszystko się udało :)